- Wiosną 2009 roku poddałam się profilaktycznemu badaniu tarczycy. Chciałam sprawdzić, czy wszystko jest w porządku, bo u mojej mamy wykryto nowotwór złośliwy tarczycy - opowiada Wiesława Lempart z Wadowic.


    - Okazało się, że ja także mam w tarczycy dwa guzy. Jeden po lekarstwach trochę się zmniejszył, drugi nie. Wiesława Lempart      Fot. arch. dom. W. Lempart Lekarze skierowali mnie na biopsję, ale jej wynik nie był jednoznaczny. Musiałam wykonać w Krakowie kolejne badania i choć wynik nie był dobry, nikt nie powiedział mi, że mam nowotwór. Kiedy jednak lekarz zobaczył wynik, od razu skierował mnie na operację.

   Zanim jednak zdecydowałam się na nią, pojechałam za radą kolegi do Wilamowic, aby modlić się o wstawiennictwo u Boga za przyczyną św. Józefa Bilczewskiego. Uczestniczyłam tam we Mszy św., modliłam się, a do mojej szyi ksiądz przyłożył rękawiczkę Świętego. Przeszły mnie dreszcze, płakałam i jakoś wewnętrznie czułam, że wszystko będzie dobrze. Poleciłam się opiece Świętego Arcybiskupa. I od tej pory jakby wszystko zaczęło toczyć się po mojej myśli, tak jakoś spokojniej...

   We wrześniu 2009 roku zdecydowałam się na operację, w czasie której wycięto mi całą tarczycę. Wycinek poszedł do badania i znowu nie był jednoznaczny. Okazało się, że w tarczycy była jakaś miazga, jakby ten guz rozkładał się... Kiedy po operacji zgłosiłam się do lekarza, ten powiedział, że bardzo się o mnie bał.

   Od zabiegu minęło już kilka miesięcy, a ja wciąż czuję się dobrze. Właśnie dziś - kiedy o tym opowiadam - robiłam badania i wyszły pozytywnie. Wcześniej bałam się, że nie będę mówić, bo jeden z guzów był przyklejony do strun głosowych, a ja mówię i daję świadectwo otrzymanej łaski. Wierzę, że w tym trudnym doświadczeniu przyszedł mi z pomocą święty arcybiskup Józef Bilczewski.

źródło: http://www.cudaboze.pl/rozdzial.php?numer=4&rozdzial=9

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------