|
Późną jesienią 2003 r. u 59-letniej matki pięciorga dzieci Stanisławy Zawady z Kamesznicy wykryto nowotwór złośliwy w drogach rodnych. Diagnoza postawiona w szpitalu w Żwycu została potwierdzona po badaniu tkanek w Centrum Onkologii w Gliwicach.
 - Podziałało to na mnie jak skazanie na wyrok. Załamałam się - opisuje w swoim świadectwie pani Zawada. Kobieta powiadomiła o tym fakcie męża oraz syna Eugeniusza. Informacja o chorobie matki dotarła również do ks. Andrzeja Zawady - wikariusza parafii w Wilamowicach. Dzięki staraniom rodziny 8 stycznia 2004 r. kobieta została hospitalizowana w Klinice Onkologicznej im. Jana Pawła II w Bielsku-Białej.
- W całym tym tragicznym położeniu jedyną moją wielką nadzieją była modlitwa i świadomość, że Bóg przyjdzie mi z pomocą. Modliłam się dniem i nocą. W mojej intencji modliło się wielu księży, wiele sióstr zakonnych, modliła się cała moja rodzina. Mój syn - ks. Andrzej odprawił wiele Mszy św. prosząc o wstawiennictwo bł. ks. abp. Józefa Bilczewskiego. Modliło się za mnie wielu życzliwych i serdecznych mi ludzi, wielu znanych i nieznanych. Błagania o powrót do zdrowia zanosiłam do bł. Arcybiskupa Józefa Bilczewskiego. Od dawna odmawiałam nowennę do tego błogosławionego. Otrzymałam ją od mojego syna księdza Andrzeja. Wiedziałam również od niego, że za wstawiennictwem tegoż błogosławionego wiele osób doznało licznych łask, a wśród nich były także osoby cudownie uzdrowione. Modliłam się, ufałam i wierzyłam we wstawiennictwo bł. abp Józefa Bilczewskiego.
W szpitalu Stanisława Zawada została poddana gruntownym badaniom. Lekarze stwierdzili, że konieczna jest operacja narządów rodnych. Operację usunięciu macicy i jajników przeprowadzono 13 stycznia 2004 r. Trzy miesiące później kobieta musiała poddać się chemio- i radioterapii. Pod koniec kwietnia zabiegi przerwano na skutek gwałtownie pogarszającego się stanu zdrowia pacjentki. - W brzuchu zgromadziła się ogromna ilość wody, pojawiła się ostra biegunka, częste wymioty, przez trzy tygodnie w ogóle nie przyjmowałam pokarmów, byłam w tym czasie tylko na kroplówkach - opisuje Stanisława Zawada.
Z tygodnia na tydzień mama czuła się coraz gorzej, była coraz słabsza, jakby życie z niej uchodziło. Byłem coraz bardziej świadomy, że chyba tylko ingerencja Boga, czyli cud może sprawić, że wróci ona do zdrowia i pełni sił. Nie ustawaliśmy jednak w modlitwie - dodaje ks. Andrzej Zawada.
Pod koniec kwietnia kapłan kolejny raz pojechał do szpitala, by odwiedzić swoją cieżko chorą matkę. Dotarł tam w towarzystwie wilamowickiego proboszcza ks. prałata Michała Boguty. Księżą przywieźli ze sobą rękawiczkę biskupią, którą nosił Błogosławiony Arcybiskup. - Ksiądz proboszcz zachęcił mnie, bym położyła ją na brzuchu. Trzymałam ją tak około godziny. Równocześnie modliliśmy się wszyscy. Księża odmawiali modlitwy za mnie i wszystkich chorych i cierpiących na mojej sali, a po wspólnej modlitwie udzielili nam wszystkim błogosławieństwa - relacjonuje Stanisława Zawada. - W duchu prosiłem: "Błogosławiony Józefie ratuj moją matkę, wstaw się przed tronem Boga w jej intencji. Przecież jesteś w Niebie, tak bardzo blisko Boga, który wszystko może - może jej pomóc". Byliśmy tam około godziny . Po powrocie pamiętam, że poszedłem jeszcze prywatnie pomodlić się przed tabernakulum, a potem do kaplicy Błogosławionego Józefa Bilczewskiego prosić go o szczególne wstawiennictwo" - opisuje wydarzenia tego dnia jej syn ks. Andrzej Zawada.
Od tej chwili stan mojego zdrowia uległ gwałtownej poprawie, tak, że z dnia na dzień czułam się coraz lepiej. Podejrzenia o przerzuty zostały wykluczone. Uznano, że nie ma potrzeby operowania jelita grubego, choć wcześniej lekarze brali to pod uwagę - czytamy w świadectwie złożonym przez matkę księdza. Z brzucha chorej ściągnięto ok. 4 litrów wody. Także w niej nie wykryto komórek rakowych. Stanisława Zawada, ku zaskoczeniu tych, którzy wiedzieli o jej chorobie zaczęła jeść i powracać do zdrowia, wróciła do domu i podjęła na nowo swoje obowiązki. Do dziś czuje się dobrze. - Nie ustaję w modlitwie dziękczynnej do św. abp Józefa Bilczewskiego, wierząc, że to za Jego przyczyną doznałam łaski powrotu do zdrowia - podsumowuje Stanisława Zawada. - Nadzwyczajnego wstawiennictwa bł. Arcybiskupa doświadczył również mąż pani Zawady - Janusz. W drugiej połowie sierpnia 2005 r. 66-letni mężczyzna doznał wylewu krwi do mózgu. W czasie pobytu w szpitalu miał drugi wylew. Ich objawem była kilkunastominutowa utrata świadomości. Także do niego ks. Andrzej Zawada i ks. prałat Boguta pojechali z rękawiczką Ks. Arcybiskupa. - Rękawiczkę położyliśmy na głowie taty, modląc się o powrót do zdrowia - mówi ks. Zawada. O modlitwę w intencji chorego ojca kapłan poprosił młodzież z parafii, swoich znajomych, siostry zakonne, odprawił również Mszę św. w intencji jego powrotu do zdrowia.
- Mimo dwóch wylewów - ku zdziwieniu lekarzy - Janusz Zawada nie doznał paraliżu, wszystko rozumiał i pamiętał, logicznie odpowiadał na pytania. Po operacji tętniaka - która okazała się jednak konieczna - bardzo szybko powrócił do zdrowia i pełni władz fizycznych i umysłowych. - Mało który człowiek po wylewach funkcjonuje w ten sposób - mówi ks. Andrzej Zawada. - Mama była w Ustroniu w klinice i mówiła tam, że ma męża po dwóch wylewach. Lekarze pytali wówczas czy jest na wózku inwalidzkim. Byli zdziwieni słysząc, że chodzi. To jest wielka łaska i zasługa wstawiennictwa św. Józefa Bilczewskiego - twierdzi ks. Zawada.
Henryk Bejda źródło: Cuda i Łaski Boże |