Prośby o Łaski

Licznik

Odsłon : 12131

Gościmy

Naszą witrynę przegląda teraz 2 gości 

Pan Bóg wysłuchał próśb PDF Drukuj Email
Piątek, 14 Sierpień 2009 21:29

Jestem świadomy wielkiej łaski jakiej dostąpiłem i wciąż dziękuję Panu Bogu za zdrowie i życie - mówi Stanisław Danek z Wilamowic. Jako 25-letni mężczyzna - w czerwcu 1993 r. - doznał rozległego wylewu krwi do mózgu. Choć jego stan określano wtedy jako beznadziejny dziś nie ma już nawet śladu po chorobie - pracuje, prowadzi gospodarstwo rolne, ma dwoje dzieci.



Dźwigałem coś i nagle poczułem ostry ból w głowie. Straciłem równowagę i stwierdziłem, że mam niedowład lewej strony ciała - opowiada Stanisław Danek. Jestem świadkiem wielkiej łaski - mówi Stanisław Danek.  Fot. H. Bejda

Po przyjeździe do domu mężczyzna stracił przytomność. Rodzina wezwała lekarza.

Zawieziono mnie do Bielska-Białej. Przeleżałem tam całą noc. Bez świadomości. W chwilach kiedy ją odzyskiwałem czułem okropny strach. Modliłem się. Pamiętam dobrze modlitwę z prośbą o zdrowie - mówi.

Jeszcze tego samego dnia, po powrocie z Bielska zrozpaczona młoda żona oraz matka pana Stanisława przyszły do proboszcza, prosząc go o modlitewne wsparcie. Ks. prałat Michał Boguta dobrze znał chorego - Stanisław Danek był ministrantem i lektorem. Kobiety zapoznały księdza z opiniami lekarzy. - Lekarze powiedzieli, że jego stan jest beznadziejny, że nie ma najmniejszych szans na życie - mówi ks. Boguta. - Postanowiłem wtedy rozpocząć modlitwę do Sługi Bożego. Wszyscy w parafii mieli nowenny, rozdawałem je w czasie wizyt kolędowych. Rozpocznijcie wszyscy tę nowennę - poprosiłem parafian. W kościele też będziemy się modlić, będą się modlić siostry zakonne, odprawimy Mszę Świętą i polecimy tę sprawę Bogu. Nic innego nie można było uczynić.

 

Stanisław Danek: - Rano przewieziono mnie do szpitala górniczego w Jastrzębiu Zdroju. Pamiętam drzwi do sali operacyjnej. Wjechałem tam i zobaczyłem nagle, jak Pan Jezus podchodzi do mnie i chwyta mnie za rękę. Poczułem wtedy niesamowitą ulgę, jakby wszystko odeszło i wszystko było już dobrze, choć jeszcze nie byłem po operacji.

 

Ks. Boguta: W szpitalu podjęto decyzję, że będą robić trepanację czaszki. Że to jest jedyny ratunek. Operację przeprowadzono w piątek. Nastąpiło wtedy ogromne pogorszenie. Stan był beznadziejny.

Kiedy obudziłem się po pierwszej operacji, było jeszcze gorzej - potwierdza Stanisław Danek. - Miałem sparaliżowaną lewą stronę, nie mogłem mówić. Czułem bardzo wielki ból i traciłem świadomość. Pamiętam że były u mnie żona i mama. Nie rozumiałem wszystkiego co do mnie mówiły. Pamiętam jedynie, że mówiły, że były u księdza i ksiądz się modli. Żona powiedziała, że wszystko będzie dobrze.


Ks. Boguta:
W niedzielę modliliśmy się na wszystkich Mszach Świętych o zdrowie dla niego a jemu w tym czasie została przeprowadzona druga trepanacja czaszki.

Stanisław Danek: Wycięto kawałek czaszki bo były duże obrzęki mózgu. W poniedziałek bólu jakby nie było i odczułem wielką ulgę. Wstyd mi było prosić o kaczkę i wyszedłem do toalety. Wszyscy byli zdziwieni, bo nie wolno mi było wstawać. Krzyczeli na mnie. Nie wolno mi było chodzić, ale ja się już wtedy dobrze czułem i myślałem że już mogę. "Co myśmy tu z tobą mieli, ile strachu użyliśmy. Powinieneś na kolanach iść z pielgrzymką do Częstochowy" - powiedziała widząc mnie jedna z pielęgniarek. A lekarz Krzysztof Czerwiński, który teraz jest ordynatorem w Opolu powiedział, że jestem twardy góral.

Po dwóch operacjach Stanisława Danka przewieziono do szpitala w Bielsku-Białej. Po dwóch tygodniach powrócił do domu. Po ośmiu miesiącach w miejsce usuniętego fragmentu czaszki wstawiono protezę a chory wkrótce powrócił do całkowitego zdrowia.

Ludzie mówili mi że ksiądz proboszcz modlił się za mnie po każdej Mszy Świętej. Pan Bóg wysłuchał tych próśb - mówi ze łzami w oczach uzdrowiony mężczyzna.

Uzdrowienie pana Danka miało być jednym z cudów potrzebnych do beatyfikacji sł. Bożego ks. abp. Bilczewskiego. W Rzymie dopatrzono się jednak pewnych uchybień. Stwierdzono, że uzdrowienie nie było całkowite bowiem wykonana została "powtórna operacja wstawienia do głowy tej protezy". Nie wzięto pod uwagę, że operacja ta dotyczyła wówczas czegoś zupełnie innego - chodziło jedynie o zabezpieczenie odsłoniętego mózgu przed uszkodzeniem i wstawienie protezy.

Tymczasem lekarze pod przysięgą zeznawali, że nie dawali choremu najmniejszych szans życia. Czynności medyczne podejmowali tylko dlatego, że z medycznego punktu widzenia tak powinno się zrobić. Ale widzieli, że sytuacja jest beznadziejna. Sześciu lekarzy stwierdziło, że dla nich uzdrowienie to było niewytłumaczalne. Że to jest cud. Nie wszyscy z nich byli wierzący - dodaje ks. prałat Boguta.

Postulator i księża zaangażowani w proces beatyfikacyjny zastanawiali się jeszcze nad wysłaniem do Rzymu stosownego sprostowania, kiedy wyszło na jaw, ze w Wilamowicach wydarzył się kolejny cud. Sprawę uzdrowienia pana Danka zostawiono.



Henryk Bejda
źródło: Cuda i Łaski Boże

 
valid xhtml valid css