Stanisław Danek: - Rano przewieziono mnie do szpitala górniczego w Jastrzębiu Zdroju. Pamiętam drzwi do sali operacyjnej. Wjechałem tam i zobaczyłem nagle, jak Pan Jezus podchodzi do mnie i chwyta mnie za rękę. Poczułem wtedy niesamowitą ulgę, jakby wszystko odeszło i wszystko było już dobrze, choć jeszcze nie byłem po operacji.
Ks. Boguta: W szpitalu podjęto decyzję, że będą robić trepanację czaszki. Że to jest jedyny ratunek. Operację przeprowadzono w piątek. Nastąpiło wtedy ogromne pogorszenie. Stan był beznadziejny.
Kiedy obudziłem się po pierwszej operacji, było jeszcze gorzej - potwierdza Stanisław Danek. - Miałem sparaliżowaną lewą stronę, nie mogłem mówić. Czułem bardzo wielki ból i traciłem świadomość. Pamiętam że były u mnie żona i mama. Nie rozumiałem wszystkiego co do mnie mówiły. Pamiętam jedynie, że mówiły, że były u księdza i ksiądz się modli. Żona powiedziała, że wszystko będzie dobrze.
Ks. Boguta: W niedzielę modliliśmy się na wszystkich Mszach Świętych o zdrowie dla niego a jemu w tym czasie została przeprowadzona druga trepanacja czaszki.
Stanisław Danek: Wycięto kawałek czaszki bo były duże obrzęki mózgu. W poniedziałek bólu jakby nie było i odczułem wielką ulgę. Wstyd mi było prosić o kaczkę i wyszedłem do toalety. Wszyscy byli zdziwieni, bo nie wolno mi było wstawać. Krzyczeli na mnie. Nie wolno mi było chodzić, ale ja się już wtedy dobrze czułem i myślałem że już mogę. "Co myśmy tu z tobą mieli, ile strachu użyliśmy. Powinieneś na kolanach iść z pielgrzymką do Częstochowy" - powiedziała widząc mnie jedna z pielęgniarek. A lekarz Krzysztof Czerwiński, który teraz jest ordynatorem w Opolu powiedział, że jestem twardy góral.
Po dwóch operacjach Stanisława Danka przewieziono do szpitala w Bielsku-Białej. Po dwóch tygodniach powrócił do domu. Po ośmiu miesiącach w miejsce usuniętego fragmentu czaszki wstawiono protezę a chory wkrótce powrócił do całkowitego zdrowia.
Ludzie mówili mi że ksiądz proboszcz modlił się za mnie po każdej Mszy Świętej. Pan Bóg wysłuchał tych próśb - mówi ze łzami w oczach uzdrowiony mężczyzna.
Uzdrowienie pana Danka miało być jednym z cudów potrzebnych do beatyfikacji sł. Bożego ks. abp. Bilczewskiego. W Rzymie dopatrzono się jednak pewnych uchybień. Stwierdzono, że uzdrowienie nie było całkowite bowiem wykonana została "powtórna operacja wstawienia do głowy tej protezy". Nie wzięto pod uwagę, że operacja ta dotyczyła wówczas czegoś zupełnie innego - chodziło jedynie o zabezpieczenie odsłoniętego mózgu przed uszkodzeniem i wstawienie protezy.
Tymczasem lekarze pod przysięgą zeznawali, że nie dawali choremu najmniejszych szans życia. Czynności medyczne podejmowali tylko dlatego, że z medycznego punktu widzenia tak powinno się zrobić. Ale widzieli, że sytuacja jest beznadziejna. Sześciu lekarzy stwierdziło, że dla nich uzdrowienie to było niewytłumaczalne. Że to jest cud. Nie wszyscy z nich byli wierzący - dodaje ks. prałat Boguta.
Postulator i księża zaangażowani w proces beatyfikacyjny zastanawiali się jeszcze nad wysłaniem do Rzymu stosownego sprostowania, kiedy wyszło na jaw, ze w Wilamowicach wydarzył się kolejny cud. Sprawę uzdrowienia pana Danka zostawiono.
Henryk Bejda
źródło: Cuda i Łaski Boże