Mateuszek

Młoda, kochająca się rodzina, oczekiwała na przyjście na świat swego pierwszego dziecka. Mama, otoczona troskliwą opieką męża, świetnie znosiła ciążę. Przeprowadzone badania prenatalne wskazywały, że dziecko również rozwija się prawidłowo. Cała rodzina oczekiwała na cud narodzin.

  20 kwietnia 2008 roku w szpitalu w Katowicach siłami natury przyszedł na świat piękny, dorodny chłopiec. Nadano mu imię Mateusz, a w skali Apgar otrzymał maksymalną liczbę punktów. Wydawało się, że wszystko zakończyło się szczęśliwie. Cała wielopokoleniowa rodzina dostała w e-mailach i esemesach zdjęcia najmłodszego członka rodziny. Wielu szykowało się, by Ewę z Mateuszkiem odwiedzić następnego dnia w szpitalu.

   Mateuszek w szpitalu      Fot. arch. rodzinne Mama przystawiała synka do piersi. Próbował łapczywie jeść, ale ile wypił, tyle mu się ulewało. Następnego dnia zaczął głośno płakać, a jego brzuszek rósł w oczach jak dmuchany balon i stawał się coraz bardziej wzdęty i twardy. Na podstawie wstępnych badań lekarz stwierdził niedrożność przewodu pokarmowego i przekazał Mateuszka na Oddział Intensywnej Terapii Dziecięcej w Opolu. Tam zdiagnozowano wrodzone zrośnięcie jelita cienkiego. Leżał w inkubatorze, zaintubowany, że wszelkimi możliwymi rurkami, ale żył, walczył dzielnie. Kolejne dni przynosiły coraz gorsze wieści.

    W drugim dniu życia Mateuszka, zdecydowano, że zostanie poddany operacji rozdzielenia jelit. Maleńkie jelita były zrośnięte i wycięto ich część. Operacja trwała długo, miało być lepiej. Po zabiegu dziecko było utrzymywane w śpiączce farmakologicznej, by uniknąć powikłań. Rodzicie mogli go nadal widzieć tylko przez szybkę inkubatora. Cała rodzina trwała w niepokoju. Wszyscy chcieli pomóc wskazując jakieś rozwiązania, znajomości lekarskie. Mateusz był monitorowany i obserwowany, jego jelita nie podjęły jednak pracy. Już wtedy lekarz zasygnalizował, że dziecko najprawdopodobniej będzie musiało być żywione pozajelitowo.

    25 kwietnia 2008 roku poddano malucha drugiej operacji. Wycinając miejsca martwicze i chcąc pobudzić jelita do działania, lekarze otwarli brzuszek dziecka. By przeciwdziałać zapaleniu otrzewnej i postępującej martwicy jelit, po zabiegu nie zaszyli dziecka. Mateusz był poddawany niezwykle nowoczesnym metodom leczenia. Niestety, nie przynosiły one poprawy, a stan malucha nadal się pogarszał.

    29 kwietnia 2008 roku, Mateuszek przeszedł trzecią operację w Opolu. Brak słów, by opisać zmagania tego maleńkiego dzieciątka, jego walkę o życie. Nie sposób wyrazić na papierze niepokoju, jaki przeżywali jego rodzicie. Zatroskana rodzina modliła się i wspierała. Modlili się wszyscy, w wielu świętych miejscach. W następnym dniu po trzeciej operacji ordynator szpitala w Opolu poinformował rodziców, że - z uwagi na ciężki stan dziecka - zdecydował przekazać go do Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie.


    30 kwietnia Szymon, tato Mateuszka, dał znać rodzinie, że są przygotowywani do przewiezienia do Centrum. Powiedział, że się bardzo boją, bo Mateuszek jest bardzo słaby. Wówczas babci Mateuszka przyszła do głowy myśl, by powierzyć opiekę nad dzieckiem Świętemu z Wilamowic. Zadzwoniła do księdza, by odprawił jak najszybciej Mszę św. z prośbą o opiekę i uzdrowienie Mateuszka przez wstawiennictwo św. Józefa Bilczewskiego. Godzinę później cała rodzina uczestniczyła w Mszy świętej, którą odprawiał ks. Andrzej Zawada i wypraszała łaski dla dziecka. W tym czasie rodzice - Ewa i Szymon wraz z Mateuszkiem byli w drodze do Warszawy. Po skończonej Mszy św. babcia uniosła oczy i na sklepieniu kościoła dostrzegła postacie dwóch świętych: św. Mateusza i św. Jana. Tak przecież nazwali swego syna Ewa z Szymkiem! Doznając otuchy pomyślała, że teraz na pewno wszystko będzie dobrze. I tak się stało. Następnego dnia lekarz powiedział, że jelita podjęły pracę, a Mateuszek po 12 dniach w końcu został wybudzony ze śpiączki. Jakaż to była radość, ulga i zaskoczenie. Babcia wiedziała jednak od razu, że to nie ludzkie działanie, a moc Stwórcy, wstawiennictwo i opieka św. Józefa Bilczewskiego pomogły temu małemu życiu. Zdarzył się cud i chwała Bogu za to.

W Warszawie dziecko stopniowo powracało do zdrowia. 7 maja 2008 r. zostało poddane ostatniej operacji.
    21 maja rodzice razem z dzieckiem powrócili domu. Mateuszek był pod stałą kontrolą Centrum, ale wizyty były już tylko formalnością. Mały rozwija się wspaniale i tylko rodzice i najbliżsi pamiętają, jak bardzo ciężki miał start. Dziecko wszystko je, nie ma żadnych problemów rozwojowych. Dzisiaj Mateuszek ma prawie dwa latka, jest dużym, ładnym chłopcem i nad wyraz rozwiniętym. Mówi całymi zdaniami, jest żywy, wesoły. Cała rodzina jest wdzięczna za otrzymaną łaskę. A Mateuszek jest ich radosnym cudem.

źródło: http://www.cudaboze.pl/rozdzial.php?numer=4&rozdzial=5

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------